przedmioty na pierwszym roku UP Lublin!

Całkiem niedawno odwiedziłam bloga pielęgniarskiego [którego chętnie podlinkuję, jeśli tylko sobie przypomnę adres], który podsunął mi pewien pomysł na notkę. Każdy z nowo przyjętych studentów, bez względu na kierunek studiów, zastanawia się pewnie, jak wyglądać będą zajęcia, czego może się spodziewać po danym przedmiocie, czy znajdzie czas na coś innego niż nauka… . Nie martwcie się, jest czas na sen, na naukę, imprezy ;).  Dzisiaj przedstawię Wam spis najważniejszych przedmiotów wykładanych na pierwszym roku na NAJLEPSZYM wydziale NAJLEPSZEJ lubelskiej uczelni, które pozwolę sobie okrasić drobnym lub nieco większym komentarzem.

Chemia – Jedyny przedmiot na pierwszym roku, na który bez fartucha Was nie wpuszczą, co ściśle wiąże się z charakterem zajęć. Zajęcia odbywają się w laboratorium, które znajduje się na poziomie prosektorium, w korytarzu będącym przedłużeniem drogi krzyżowej. Pierwsze ćwiczenia mają na celu zapoznanie Was z przepisami BHP. Z pewnością poinformują Was także o konieczności zorganizowania składki w wysokości 5zł, na szkło laboratoryjne. Bardzo fajna sprawa, dzięki temu nikt na Was nie będzie patrzył wilkiem, gdy coś stłuczecie (Rudej parokrotnie zdarzyło się zbić próbówkę), nikt też nie będzie Wam kazał odkupować, nikt też nie będzie spisywał protokołu związanego „z dewastacją laboratorium”. Składką zająć się musi Wasz starosta grupowy, dlatego najlepiej byłoby jak najszybciej wybrać odpowiednią osobę na to stanowisko. Na każdych zajęciach czekać Was będzie wejściówka, chyba że zmienią formułę ćwiczeń. Czym jest wejściówka? Wejściówka to kartkówka pisana na początku zajęć z materiału, który na tych zajęciach ma zostać opracowany. Legenda głosi, że na innych kierunkach oblanie wejściówki skutkuje wywaleniem za drzwi. Nie u nas, a przynajmniej nie na chemii. Kartkówki te punktowane są w skali od 0 do 10. Im więcej zdobędziesz punktów tym lepiej, bowiem co roku wyznaczane jest pewne minimum, które student musi osiągnąć, aby zostać dopuszczonym do egzaminu. Jeśli nie osiągnie danego progu punktowego to dostaje jeszcze jedną szansę, którą jest rozbójnik czyli kartkówka z całego materiału, jaki został przerobiony w trakcie trwania semestru. Rudej udało się uniknąć pisana Rozbójnika, przynajmniej jeden stres chemiczny mniej. Radzę śledzić swoją ilość punktów. W listopadzie (o ile mnie pamięć nie myli) czeka Was pierwsze kolokwium (chemia nieorganiczna), do którego radzę się przygotować skrupulatnie. Ta katedra ma tendencję do rozdawania warunków (czyli awansów ;)) na lewo i prawo. W zeszłym roku kolokwia miały charakter odpowiedz pisemnej -> należało wykazać się wiedzą, im większą i dokładniejszą tym lepiej. Na sali zawsze jest dwóch prowadzących, a każdy z nich odpowiedzialny jest za swoją połowę grupy. Bez względu na kogo traficie, naprawdę warto jest przyłożyć się do chemii. Jeśli nie uda się Wam zdać egzaminu (lub nie zostaniecie do niego dopuszczeni, bo zawalicie pierwsze kolokwium -> wtedy wylatujecie z zajęć i nie macie już na nie wstępu; albo drugie kolokwium), to automatycznie nie jesteście wpuszczeni na zajęcia z biochemii, które rozpoczynają się w drugim semestrze, a kończą egzaminem w semestrze trzecim. Zaprzyjaźnijcie się ze stroną zakładu biochemii.

BIOLOGIACzy wspominałam kiedyś, że nie lubię biologii? Ten przedmiot od zawsze był dla mnie nie do przejścia (jedyny, miejmy nadzieję ostatni, egzamin, który zdałam w drugim terminie). Uczenie się biologii to droga przez mękę. Każdy stół musiał przygotować referat o ewolucji danego układu (np. układu oddechowego – przetchlinki, worki powietrzne i cała reszta śniła mi się po nocach, bo prof. przyłapała mnie na niewiedzy. Jeśli nie chcecie wylądować na dywaniku u wyżej wymienionej prowadzącej nie dajcie się złapać.). Później kazano nam się nauczyć systematyki, z której byliśmy odpytywani (kto był, ten był ;) Jeśli ktoś nie miał farta to musiał w innym terminie zaliczyć ten materiał.). Egzamin składał się głównie z pytań dotyczących wykładów, choć zdarzyło się też kilka związanych z ewolucją (przeklęte łuki skrzelowe) -> bardzo ważna była znajomość systematyki. W odróżnieniu od chemii prędzej czy później się zdawało. 

BIOLOGIA KOMÓRKI – Zajęcia prowadzone przez te same osoby, które uczyły nas biologii. Na każdych zajęciach wejściówka z danego tematu, podobnie jak na biologii, nie radzę dać się złapać na braku wiedzy. Żeby zostać dopuszczonym do egzaminu należało mieć zaliczone wszystkie wejściówki i zdane elektronogramy (pani profesor wyświetlała na rzutniku zdjęcia, na których zaznaczone były struktury, naszym zadaniem było napisać jakie – bardzo lubi mitochondria i jądro komórkowe). Wejściówki można było zaliczać w kilku terminach, podobnie elektronogramy -> dobrze się zakręćcie, żeby zdobyć materiały na tę wejściówkę, krążą po CollVecie. Sam egzamin trwał niecałe 15minut – dłużej jechałam na uczelnie; ok. 30 pytań zamkniętych (abcd) + pytanie otwarte.



ANATOMIA – Fundament medycyny. Przedmiot z samej swej definicji trudny. Spora ilość materiału do opanowania. W Lublinie, nad czym ubolewam, na stołach znajdziecie tylko konia, przynajmniej na pierwszym roku. Właściwie nie wiem, co powinnam o anatomii napisać, bo to kolejny przedmiot, za którym nieszczególnie przepadam. Prowadzący są z reguły przyjaźni. Każde kolokwium jest ustne; pierwsze zdaje się w gabinecie prowadzącego, kolejne na sali prosektoryjnej, stercząc nad preparatem. Na zaliczenia należy przygotować się zarówno z części szczegółowej (np. na kościach rozpoznawania kości, odróżniania kości lewej od prawej, przynależności gatunkowej i opisu struktur na danym preparacie tj. wszystkich wyrostków, kres, powierzchni stawowych etc.) jak i ogólnej (może paść pytanie o pochodzenie kości, o skład chemiczny, podział, proces kostnienia ect.). ŁACINA ANATOMICZNA obowiązuje. Nulla est medicina sine lingua latina, jak mawiają. 


HISTOLOGIA I EMBRIOLOGIA – Naprawdę warto zrywać się rano i gnać na 7:30 na wykład z embriologii. Pani profesor kilkukrotnie puści listę obecności, na której warto być, ponieważ daje ona możliwość zdawania egzaminu z embriologii w terminie zerowym tj. przed sesją letnią. Dużo łatwiej zdaje się jeden egzamin niż dwa w ciągu jednego dnia, naprawdę. Histologię bardzo lubię, co w ludziach zwykle wywołuje zdziwienie, zważywszy na fakt ile razy kolokwia zdawałam w trzecich terminach, przepytywali mnie wszyscy prowadzący. Nie ważne jak, ważne, że zdane, jak mawiają. Egzamin z histologii jest dużo trudniejszy niż kolokwia, dlatego polecam uczyć się tego przedmiotu systematycznie. Dodatkowo warto sobie wypożyczyć jakiś atlas histologiczny lub znaleźć takowy w Internecie (może być przeznaczony dla ludzkich medyków, z nielicznymi wyjątkami, preparaty wyglądają niemal identycznie), ułatwi to zdanie kolokwiów, mających formę testową (do każdego pytania przyporządkowane jest zdjęcie preparatu) oraz egzaminu praktycznego. Niektóre preparaty znajdują się na stronie zakładu histologii UP Lublin.






6 komentarzy:

  1. Kurcze, sporo tych wejściówek. Chociaż to też dobre rozwiązanie, bo na sam egzamin już się część materiału tylko powtarza i utrwala, bo się uczyło na bieżąco. U nas chyba tylko z jednego przedmiotu były co zajęcia, a na innych to czasem, jak się komuś zachciało. O tej legendzie też słyszałem, ale to by ktoś musiał sprawdzić szybko te prace na początku ćwiczeń żeby orzec, czy ktoś za liczył i "ma prawo" przebywać na zajęciach. W praktyce, prowadzący brali je do domu. Odpowiednik rozbójnika u nas nazywa się krócej - zbój.

    Fajny pomysł z opisaniem przedmiotów i nie tylko. Pamiętam, jak swoją przygodę ze studiami zaczynałem, to właśnie miałem w głowie pytanie: "Jak to tam będzie?". Takie wpisy zawsze pomagają w szukaniu odpowiedzi. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy ja wiem czy sporo tych wejściówek?
    Na całe szczęście na anatomii nie urywają głowy za brak wiedzy, mimo że powinno przychodzić się przygotowanym.
    Ale jak to mówią im głębiej w las tym więcej drzew (z tego miejsca serdecznie pozdrawiam dr. G, która tymi słowami nas pocieszała, żegnając się z nami)

    Takie informacje są potrzebne, naprawdę, ja zginęłabym niechybnie, gdyby nie moja kochana była współlokatorka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Rany jak ja tęsknię do wejściówek, do laboratorium i potłuczonych probówek... Strasznie chciałabym dokończyć chemię, ale aż boję sie pomyśleć ile to będzie kosztować.

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej, może to pytanie nie odnosi się zbytnio do wpisu, ale bardzo mnie nurtuje i myślę, że możesz mi pomóc. Czy to prawda, że w Lublinie za niestacjonarną weterynarię płaci się tylko raz 3900 zł? Pytam bo wiem, że np. we Wrocławiu czy Warszawie taką kwotę płaci się co semestr przez 3 lata. I nie wiem, czy tak jest naprawdę,czy coś źle zrozumiałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. płaci się przez 4 lata czyli 8 semestrów :/ W pierwszym roku 4,5 tyś zł za semestr

      Usuń
    2. Czyli jednak to zatwierdzili? Mój rocznik miał płacić tylko za 3 lata i chyba na początku płacili mniej...

      Usuń