słów kilka o Hofheim




Trochę mi wstyd, bo relację zaczęłam pisać w okolicach 24 lipca, ale uwierzcie, że pracując tyle ile aktualnie pracuję, nie jestem wstanie skupić się na tyle, żeby sklecić kilkanaście sensownych zdań. Szczególnie, że w tak zwanym międzyczasie staram się jak mogę zdrowo jeść i ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć. W końcu forma sama się nie zrobi.

Czy ktoś z Was kiedyś spał na stole do fizjoterpii? Ja spałam. Pierwsza nocka. Prawie 24 godziny na nogach. Bieganie od pompy infuzyjnej do pompy infuzyjnej. Sprawdzanie stanu ogólnego pacjentów. Podawanie leków. I znowu bieganie od pompy do pompy... 

Fakt jest ciężko, bo nie zawsze od razu rozumiem, co do mnie mówią, czasem znaczenie słów dochodzi do mnie po chwili, a czasem muszę po prostu zapytać o to, co mam zrobić. Często mieszam angielskie słowa z niemieckimi, ale tak to jest jeśli jedzie się bez przygotowania. Ciężko jest też dlatego, że pacjentów jest tu naprawdę wielu, często operowani są równolegle na 3 salach operacyjnych, do tego w sali przygotowawczej oporządzani są kolejni. Przestoje zdarzają się rzadko! Ah zapomniałabym, w Sali leczenia stacjonarnego zwykle wszystkie boksy są zapełnione. A jednocześnie poczekalnia pęka w szwach – ludzie czekają często parę godzin na wizytę, ba nawet siedzą w samochodach, bo nie mieszczą się w atrium. I wiecie co jest najpiękniejsze? Nikt nie narzeka, że czeka tyle godzin na wizytę u specjalisty. Nikt. 

Przejdę może teraz do konkretów. Pierwszy tydzień upłynął mi na zapoznaniu się z funkcjonowaniem kliniki – zaliczyłam zmianę w Sali przygotowawczej, ambulatorium i chirurgii, przede mną jeszcze laboratorium. A od wtorku mogłam już spokojnie przyczepić się do lekarzy onkologów i męczyć ich pytaniami. 

Ledwie przestałam się gubić, a już od jutra zaczynamy pracę w nowym budynku, który jest ogromny. Będę potrzebowała mapy! Prawdopodobnie to będzie największa klinika weterynaryjna w Europie. Wiecie, jak się cieszę, że tu jestem? Mam nadzieję, że uda mi się tu przyjechać jeszcze w przyszłym roku zanim do ręki dostanę dyplom. W ciągu tych trzech tygodni nauczyłam się zdecydowanie więcej niż na moim wydziale. Trochę to przygnębiające.

Co rusz ktoś pyta o to, czy chcę coś zrobić:
Intubowałaś kiedyś?
- Tak, ale tylko zwłoki. 
- To dobrze, bo on jest teraz w stanie przypominającym zwłoki.


Nikomu nie przeszkadza to, że trzeba prowadzić mnie za rękę, że zadaję pytania oczywiste, że robię z siebie idiotkę (szczególne pozdrowienia dla chirurgów, ah te wasze śmieszne jednorazowe fartuchy, w których musze kręcić się wokół własnej osi, żeby wyglądać tak jak należy). Zdążyłam w ciągu tych trzech tygodni zepsuć butelkę Cereni… otwierając ją mini spikem, nie pytajcie jak to zrobiłam, ja sama nie wiem, z ręki wypadł mi też worek Nutriflexu za miliony europejskich monet. I wiecie co jest piękne, że nikt nie zrobił z tego wielkiego halo. Ot, zdarza się. Następnym razem będziesz bardziej uważać.


Zostałam też pogryziona przez kota – pierwszy raz w życiu myślałam, że uduszę zwierzątko. Tygrys przegryzł mi palec na wylot i wcale nie chciał puścić. Krew się lała, ale jako że jestem tym kim jestem uznałam, że samo się zagoi – wylałam na dłoń hektolitry skinseptu, założyłam opatrunek i uznałam, że nic się nie wydarzyło, co strasznie zdenerwowało moją współlokatorkę: „Powinnaś jechać do szpitala”. Cóż, być może, faktycznie palec spuchł, ale skoro w domowej apteczce miałam wszystkie potrzebne leki, które z pewnością przepisałby mi lekarz, to po co tracić czas? Nie, nie polecam tego sposobu. Nie bierzcie ze mnie przykładu, nigdy prze nigdy. Niestety, jestem takim typem człowieka, który sam by się pozszywał jeśli zaistniałaby taka konieczność. 

I na tym zakończę dzisiejszą opowiastkę, czekajcie na więcej. To jeszcze nie koniec przygody!

7 komentarzy:

  1. Cześć :) Czasami przeglądam Twojego bloga w poszukiwaniu informacji o samym studiowaniu weterynarii. Studia co prawda zacznę w październiku dopiero, ale chciałabym się już trochę zorientować co i jak. Czytałam wcześniej, że miałaś praktyki już na początku studiów. Jak udało Ci się to załatwić? :) Byłabym Ci wdzięczna za wskazówki jak podejść do tematu wolontariatu, bo nie chciałabym się jakiemuś lek.wetowi narzucać i tracić jego czas :c

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym rzecz ze trzeba się narzucać ;)
      Poszłam do lekarza swojego psa i zapytałam czy mogę przychodzić :). Tylko tyle :)
      Powodzenia w pazdzierniku

      Usuń
    2. Super :D Dzięki, że znalazłaś chwilę, by odpowiedzieć <3

      Usuń
  2. Czekałam z niecierpliwością na ten wpis :D To wszystko brzmi jak jakaś bajka. Jak udało Ci się znaleźć zakwaterowanie? Bo widziałam na facebooku, że był z tym problem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to jest bajka. Wprawdzie padam na nos ze zmęczenia często. OK. Głównie padam na nos. Nie ma porównania do tego, co widziałam w Polsce.
      Zakwaterowanie? Znalazłam kogoś na couchsurfing a dwa dni przed wyjazdem dostałam maila z kliniki, że maja pokój dla mnie. Wiec zachowałam się brzydko i odmówiłqm pokój z serwisu, tym samym oszczędzając 300 euro + koszt biletu miesięcznego. Jednak moje robienie wszystkiego na ostatni moment czasem popłaca.

      Usuń
  3. Bardzo, bardzo zazdroszczę takich praktyk! Ja niestety dopiero po pierwszym roku i na klęczkach wybłagałam o 2-tygodniowe praktyki w ZOO. Ale wszystko małymi kroczkami ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurczę, ale się cieszę, że trafiłam na tego bloga ;D Co ciekawe przez wpis o tatuażach ;D heh Moim marzeniem od dzieciństwa jest być weterynarzem ^^ Dalej do tego dążę i mam nadzieję, że kiedyś się to uda, ale zanim studia ( o ile sie dostanę ) to jeszcze sporo lat ;D Przeczytałam ten wspis, bardzo fajnie się Panią czyta ;D Lecę buszować dalej w starszych wpisach może dowiem się innych ciekawych rzeczy i rozjaśni mi się o co wogóle chodzi xD Pozdrawiam cieplutko :D

    OdpowiedzUsuń