o mnie

Cześć!
Nazywam się Beata, niektórzy wciąż mówią na mnie Ruda, jestem studentką weterynarii na Uniwersytecie Przyrodniczym w Lublinie. Zwierzęta od zawsze były obecne w moim życiu. Brak swojego futrzaka nie przeszkadzał mi w odwiedzaniu osiedlowego gabinetu – przynosiłam tam ranne gołębie, odprowadzałam kulawe psy, którym później aplikowałam „dopaszczowo” leki zaordynowane przez lekarzy, co moją rodzicielkę przyprawiało o mocniejsze bicie serca. Dla wszystkich – moich bliskich i sąsiadów – oczywistym był wybór przeze mnie takiego kierunku studiów. Bardziej oczywisty niż dla mnie.
Moim pierwszym zwierzakiem był biały chomik mandżurski o imieniu Fred – zdecydowanie najlepszy chomik na świecie. Dopiero później w naszym domu pojawił się pies – Rambo, mój najlepszy przyjaciel zwany pieszczotliwie czołgiem lub amfibią, ze względu na jego wrodzony brak gracji. Mimo wielu jego wad nie wyobrażam już sobie życia, domu bez takiego czterołapa. Trochę w myśl zasady: home is where your dog is.
Interesuję się kynologią, behawioryzmem i pozytywnym szkoleniem zwierząt, choć są to tematy, w których dopiero raczkuję. Uwielbiam literaturę rosyjską - niestety ze względu na tryb życia, jaki prowadzę, nie mogę sobie pozwolić zbyt często na relaks z książką. Ciągle obiecuję sobie, że wszelkie braki czasowe nadgonię po studiach. 
Wielkim uczuciem darzę krowy i przez długi czas chciałam zostać typowym terenowym lekarzem weterynarii, którego podstawowym wyposażeniem są gumiaki, rękawice ochronne sięgające do ramienia, plezimetr i młoteczek lekarski. Życie jednak weryfikuje plany. Weterynaria jest ciężkim kawałkiem chleba, a dla dziewczyny z miasta zderzenie z wiejską rzeczywistością mogłoby być zbyt bolesne. W tej chwili wszystkie moje zawodowe myśli kręcą się wokół onkologii i to właśnie z nią łączę swoją przyszłość. Znajomi śmieją się ze mnie, nazywając mnie dr. n. wet. specjalistą onkologiem chomików. Muszę przyznać, że to określenie śmieszy i mnie. Chyba nie mam aż takich ambicji, aby sięgać po tytuł doktora nauk weterynaryjnych... Ale z tymi chomikami, kto wie? 

Wolne chwile najchętniej spędzam w gabinecie weterynaryjnym, gdzie szlifuje swoje pożal się boże umiejętności. Dużą radość sprawia mi podpatrywanie pracy lekarzy, uczenie się wystawiania recept i innych rzeczy, które bezpośrednio (np. dawkowanie i podawanie leków) jak i pośrednio (oznaczanie próbek, wysyłanie ich do laboratorium, składanie zamówień…) wiążą się z tym zawodem. 


Jeśli masz jakieś pytania, wątpliwości, zastanawiasz się czy iść tą drogą napisz do mnie: weterynaryjneprzygody@gmail.com.

Brak komentarzy: